poniedziałek, 26 listopada 2012

Biało Czerwono

Dzisiejszy tytuł wcale nie nawiązuje do kolorów Polskiej flagi. Nawiązuje do tego co widać, kiedy spaceruje się ulicami miasta.

Wszystkie wystawy, są pięknie udekorowane. Jak tylko skończyło się Halloween, z okien zniknęły dynie      i mary, pochowano je do szuflad i piwnic. Zastąpiono Mikołajami, reniferami, płatkami śniegu, choinkami oraz kuszącymi promocjami, które mogą posłużyć jako inspiracja w poszukiwaniu świątecznych prezentów.

I nam się nastrój udzielił, więc z Własną Osobistą postanowiłyśmy zrobić salonowe rewolucje. Do tej pory w pomieszczeniu królował kolor biskupi. Zasłony, świeczki, pierdołki, doniczki - wszystko poszło do składziku  Od dziś przewodnią barwą jest krem i czerwień. Piękne jasne zasłony rozjaśniły pomieszczenie, a czerwone dodatki przypominają o zbliżającym się okresie świątecznym.

Mimo, że nie przepadam za tą częścią jesieni - bo dla mnie już nie jesień jeszcze nie zima, to klimat tych dni, wywołuje we mnie tylko pozytywne odczucia. Niektórzy nazywają to komercją, być może. Natomiast przyjemnie jest przejść się po zmroku, kiedy w mieście zapalają się lampy uliczne, świąteczne dekoracje nie pozwalają oderwać wzroku, a ze sklepów rozbrzmiewają kolędy. I porozmawiać z Własną Osobistą          o tradycji, o choinkach, piernikach, jezusku....

Ja w tym roku swój prezent świąteczny dostałam trochę wcześniej i z przyjemnością się pochwalę. Za kilka miesięcy nasze życie udekoruje najmniejsze Osobiste zwane dziś jeszcze potocznie Bombelkiem.


sobota, 3 listopada 2012

Camera Obscura and World of Illusions - czyli trochę pomęczymy mózg i oczy


Co widzisz?

Do tej pory, obrazy które miały na celu wprowadzić w błąd nasz mózg, można było oglądać najczęściej w internecie. Okazuje się, że jest takie miejsce w Edinburgh’u gdzie możemy zmierzyć się ze wszystkimi po kolei. Piętro po piętrze, w każdym pokoju i w zakamarkach iluzje próbują doprowadzić nas do stanu wrzenia.
Camera Obscura and World of Illusions możemy znaleźć na drodze do Zamku w Edynburgu. Nie da się nie zauważyć. W szczególności przez płeć piękniejszą, która z pewnością zwróci uwagę na wystawione lustra. Niestety Drogie Panie. Nie poprawimy sobie w nich makijażu. Chyba, że mamy dziś gościnne występy w cyrku, wtedy nikt nie zwróci uwagi na dziwnie wymalowane usta.
W trakcie zakupywania biletów, mogą poprosić by zacząć zwiedzanie od krótkiego seansu. Trzeba się zatem pofatygować na piąte piętro. Dla chętnych liczenie schodów. Dla rządnych wiedzy, zapowiedzi które wiszą na ścianach. Już wtedy kropelki potu mogą pojawiać się na czole, zwłaszcza przed obrazami, które nie pozostawiają złudzeń. To będą ciężkie chwile dla naszej wyobraźni oraz dla naszego postrzegania rzeczywistości.

Camera Obcura? Z czym to się je?

Gdy już znajdujemy się tam gdzie powinniśmy, czyli pod tajemniczymi drzwiami , istnieje możliwość wyjścia na taras. Przecież zawsze miło jest po wywyższać  się trochę i popatrzeć na innych z góry. Do dyspozycji mamy lornetki oraz lunety(?). W każdym bądź razie możemy nawet zajrzeć na drugi brzeg do hrabstwa Fife.

Wybija odpowiednia godzina i przesympatyczna Pani zaprasza na seans. W pomieszczeniu ciemno, a na środku tylko biały stół. W zasadzie zastanawiam się czy nie trafiłam na jakiś pokaz satanistów. Miał być jakiś film. Gdzie jest ekran?
Przesympatyczna Pani uśmiecha się szeroko, ostatnie formy światła nikną i nastaje ciemność. Tylko stół się zmienił. To właśnie na nim się wszystko dzieje. Jest film. I to na żywo! Okazuje się, że w suficie zamontowany jest coś podobnego do peryskopu i dzięki lustrom podziwiamy piękny krajobraz. Oprócz tego, że możemy przechodniom stawiać niewidzialne dla nich przeszkody, usłyszymy historie i legendy miasta.

Co dalej?

Kolejne kroki kierujemy na poniższe piętra. A tam już tylko oczopląs.
Labirynt z luster. Na samym wejściu moja osobista córka zaliczyła bliskie spotkanie ze ścianą. Nie da się przejść bez wyciągniętej ręki, która będzie obierać kierunek i sprawdzać, czy to co widzimy przypadkiem nie jest złudzeniem. Bardzo łatwo stanąć tam ze sobą nos w nos.

Jeżeli byliście we Wdzydzach Kiszewskich i zwiedzaliście Domek do Góry nogami, to uwierzcie mi. To co tam robi błędnik to jest bardzo małe nic z tym co można przeżyć w tunelu w World of Illusions.
Wyobraźcie sobie. Most, na moście wy i wirujące wszystko w około Was. Zdecydowanie nie dla osób z chorobą lokomocyjną i wrażliwym żołądkiem. Zdecydowanie nie również dla pań na wysokich obcasach.
Do tego każda ściana ozdobiona takim obrazem, który nie pozwoli oderwać nam wzroku przez najbliższe kilka chwil. Ale co ja będę o tym pisać. Resztę pokażą Wam zdjęcia.

Czy warto?

Zdecydowanie polecam. Zabawa dla całej rodziny, dla młodszych i starszych. Wrażenia na pewno pozostaną długo w pamięci. Dużo śmiechu, dużo wiedzy i rozwiązań nurtujących nas często zagadek.  Spędziliśmy tam mnóstwo czasu, plusem jest to, że wszystkiego można dotknąć, obejrzeć, doświadczyć. Minusów nie znalazłam

Nasza paczka. Światło się często zmieniało. Miało być różowe;) Nie wyszło;)

Panorama miasta z tarasu widokowego. 

Jak nie wiesz komu podać rękę, podaj ją sobie;)

Dużo nas, dużo nas....

Niemożliwe by były równe. Przecież widzę, że jeden mniejszy, jeden większy.

Ujarzmiliśmy pioruny! Teraz są pod kontrolą i nie trzeba się chować pod poduszkę:)


Prawie się zabiłam biegnąc po te cukierki....niestety...trójwymiarowe okazały się być.

To pistolet. Nie byle jaki. Wychodził z obrazu!

Jeśli ktoś chce zobaczyć gwiazdki to właśnie to miejsce jest odpowiednie dla niego.

A kuku!:)

Zrób tu człowieku zdjęcie...by nie było Cię widać.

Pogromca błędników. Zdjęcie nie oddaje tego co na tym moście się dzieje...


Niewiele zdjęć jest w stanie ukazać tamtejszą rzeczywistość. Także jeżeli drogi czytelniku masz Edinburgh na liście do zwiedzenia, koniecznie do programu wycieczki dopisz miejsce Camera Obscura.