środa, 26 września 2012

Pittencrieff Park


Dwa dni kiepskiej pogody za nami. Dwa dni deszczu oraz wiatru. Kiedyś się śmiałam z opowiadań o tym, jak to w Szkocji pada poziomy deszcz. Dziś się już nie śmieję. Na forach ludzie wymieniają, na co otwierają sezon. I wyliczają tak:
- na nisko latające zwierzęta domowe
- na latające starsze Panie co się zapomniały płotu trzymać na spacerze
- na rowerzystów na drzewach
- oraz na śmietnikowy zawrót głowy

Dziś na szczęście pogoda postanowiła wrócić i zaszczycić nas prawdziwą Złotą Jesienią.
W związku z tym, oprócz zakupów razem Młodszą Osobistą postanowiłyśmy odwiedzić park o którym słyszałyśmy mnóstwo pozytywnych opinii.

Pittencrieff Park

Ogromna powierzchnia – 72 h czyli prawie 7 razy większy niż mój ukochany Park Oliwski. Tak samo piękny. Tak samo magiczny. Tak samo najważniejszy w hrabstwie Fife jak Oliwski w Trójmieście. Oba tak samo mają ogromne znaczenie historyczne i kulturowe dla swoich regionów.

O tym jak bardzo zielono jest w parku pewnie pisać nie muszę, bo to jakby wydaje się oczywiste. Natomiast miałam wrażenie, że spotkałam tam dzisiaj nie tylko jesień, ale również i wiosnę.
Mnóstwo kolorowych krzewów i kwitnących kwiatów, a zaraz obok cała paleta jesiennych barw na drzewach. Mijamy czerwienie, pomarańcze, żółcie, żeby znów móc za chwilę zachwycać się różami i niebieskością.

Na tej ogromnej powierzchni udało nam się znaleźć muzeum. Nie weszłyśmy dziś do środka. Ale znajdziemy w nim historię utworzenia parku, włączając w to historię dinozaurów i przyrody.
Mijałyśmy ogród botaniczny (zupełnie jak w Oliwskim!), podobno można zobaczyć tam gatunki flory, które nie występują w Szkocji.
Szum wody doprowadził nas do wodospadu, wodospad do uroczych kamiennych schodków, schody do kwiecistych alejek.

Największą atrakcję zostawiłam na koniec. Wiewiórki. Trochę inne niż te nasze rudzielce. Wiewiórki Szare. Było ich mnóstwo. Z każdej strony. Na każdym drzewie. Nie bały się ludzi, a wręcz popisywały się, by tylko dostać coś do jedzenia. Podchodziły bardzo blisko, nie obawiając się niczego.

Nie udało nam się zwiedzić całego parku. Chyba jest to niemożliwe by zrobić to w kilka godzin. Poniżej fotorelacja, ale obiecuję. Będzie tego więcej!
























wtorek, 25 września 2012

Fotografia sztuką jest


Zawsze wydawało mi się, że gdy nie będę pracować, to nie będę wiedziała co z czasem robić. Okazuje się, że dni lecą jak szalone, ciągle w ruchu, w biegu i za chwilę miną dwa miesiące mojego pobytu w Szkocji. DWA MIESIĄCE. Niesamowite.
Sądziłam, że będzie nudno, bo brak znajomych, nie ma co robić, że zadupie i wszędzie daleko.

Okazuje się, że z każdym dniem przybywa kontaktów, przybywa też zajęć, tylko czasu coraz mniej.

Mam przyjemność współpracować z genialną Panią Fotograf Karoliną Kotkiewicz. Przy niej wstyd mi pokazywać swoje własne materiały.

Karolina Kotkiewicz


Zawsze mówiłam, że autorowi zdjęć nie wystarczy aparat oraz PhotoShop. Fotograf musi być artystą, mieć wizje, genialną fantazję, szeroko rozwiniętą wyobraźnię. Dostrzeganie kolorów, kadrów, ciekawych ujęć – Karolina ma w małym palcu. Jeśli poprawnym jest stwierdzenie pokaż mi człowieka a znajdę na niego paragraf, to nie pomylę się pisząc, że kiedy pokażemy Karolinie osobę to z pewnością w 3 sekundy znajdzie dla niej pomysł na niepowtarzalną sesję.

Opowiem Wam trochę o ciekawym pomyśle, który jest ciągle w trakcie realizacji. Cały projekt dzieje się na terenie zamku … Karolina poprzez zdjęcia opowie nam swoją własną historię stworzoną dla tego tajemniczego miejsca. Cała koncepcja opiera się na dodaniu aury magii, bajki oraz niepowtarzalności. Poznamy tam Kobietę z motylem, Japońską wojowniczkę, Wodnego elfa, Starego człowieka, Panią Zimę…

Projekt ten zaplanowany jest na kilkanaście miesięcy, ale uwierzcie mi, jest na co czekać. Pomysł oraz opracowanie jest na najwyższym poziomie, do pomocy mamy modelki, wizażystki, fryzjerów, stylistów i każdy z wymienionych wkłada w swoją pracę mnóstwo serca i ciepła.


Oprócz historii zamku, zobaczymy też Panią Jesień w przepięknej sukience, stworzonej tylko i wyłącznie na potrzeby sesji. W jakiej nie zdradzę, ale dam podpowiedź. Także, liczę na to, iż składając hołd tej ciepłej porze roku, to ta pozwoli nam się cieszyć prawdziwą złotą jesienią w przyszłą niedzielę.

Zdjęcie autorstwa Karoliny Kotkiewicz


Zdjęcie autorstwa Karoliny Kotkiewicz



Zdjęcie autorstwa Karoliny Kotkiewicz


Zdjęcie autorstwa Karoliny Kotkiewicz



W poszukiwaniu inspiracji na dla Pani Jesień


Czy to się nadaje na sukienkę?







niedziela, 16 września 2012

O Autobusach słówko


Przyjeżdżając tutaj, sądziłam że będę mieszkać w dziurze zabitej dechami, gdzie jeżdżą ewentualnie jakieś PKSy 3 razy na dzień, z czego 2 wcześnie rano a kolejny w porze obiadowej.
A tu się okazuje, że w mieście mniejszym niż moje osiedle (2 razy mniej mieszkańców), działa genialnie prosperująca komunikacja miejska. Przystanki są w takich odległościach, że zawsze są blisko. Autobusy jeżdżą w każde potrzebne miejsce, a jak nie to na pewno jest dogodna przesiadka.

Minusem. Dla mnie szczególnie istotnym jest to, iż w autobusach nie wyświetla się kolejny przystanek. Do tego przyzwyczaiło mnie Trójmiasto. Nawet jeśli nie wiedziałam gdzie wysiąść to napis na tablicy mnie o tym informował. Nie ma tutaj tak. Nie zdaje się nawet liczenie przystanków ponieważ większość jest na żądanie.
W związku z tym ostatnią podróż w nieznane miejsce odbyłam z gps w komórce.

Pasażerów lubiących jeździć na gapę informuję iż lepiej niech zaopatrzą się w dobre buty do spacerów. Bilet zakupuje się u kierowcy, a gdy ma się miesięczny czy inny to i tak trzeba ustawić się kolejce i odmeldować przy pierwszych drzwiach.

Moje ulubione miejsce to na pierwszym piętrze przy przednim oknie. Wydaje się wtedy, że bus pędzi niczym struś pędziwiatr, że przechylony jest niczym krzywa wieża w Pizie, oraz że kierowca za dużo w GTA grał, bo na bank za chwile kogoś strąci z chodnika. Oczywiście nic takiego nie ma miejsca, a moja wybujała wyobraźnia na czas podróży, zdecydowanie powinna przejść w tryb OFF.

Własna Osobista widzi to inaczej. Twierdzi, że czuje się jak w pierwszym rzędzie w kinie. Widzi poruszające się obrazy, poruszające się krzesła i tylko popcornu brakuje. 









czwartek, 13 września 2012

Edinburgh


Pogoda absolutnie nie nastraja do czegokolwiek. Ale przybywając do Szkocji, podpisałam na granicy regulamin oraz warunki uczestnictwa i napisane tam było, że za nic w świecie nie wolno narzekać tutaj na pogodę. Jej zmienność jest uwarunkowana klimatycznie, a marudzenie nie jest odpowiednim zaklęciem by nagle zrobiło się pięknie, słonecznie i ciepło.
Wobec tego z uśmiechem na twarzy oraz gorącą kawą (kolejną już) w moim Własnym Osobistym ulubionym kubku oraz pod ciepłym kocem (w Szkocką kratę oczywiście) prezentacja kolejnej dawki zdjęć.

Witaj Edynburgu (Edinburghu jak kto woli)!

Pomysł na wycieczkę był taki, że wsiadamy w zwiedzający autobus i podziwiamy miasto z górnego piętra, podniecamy się widokami i robimy tysiące zdjęć. Jak się okazało w trakcie jazdy, ręce trochę skostniały, a zrobienie dobrego zdjęcia w ruchu z trzęsącymi się rękoma nie należy do najłatwiejszych zadań, zwłaszcza wtedy gdy jakaś mała blondynka (Własna Osobista) zwija się w kulkę na kolanach.
Po dość dużej selekcji pozostało dosłownie kilka ujęć, które nadają się do publikacji.


Scot Monument. Znak rozpoznawczy. Kiedy pytałam się znajomych jak trafić do....To zawsze mówili, że albo na prawo albo na lewo od tego monumentu:) 
Można wejść prawie na szczyt i podziwiać panoramę. Do pokonania tylko ok 300 schodków...Dałoby się zrobić, gdyby nie morderczy wzrok Własnych Osobistych.


 Nie wiem czy to zdjęcie oddaje to co czułam stojąc w tym miejscu. Ale po wyjściu z dworca ma się wrażenie, że jest się w wielkiej dziurze. Nie, nie to że brzydko, brudno i patologicznie. Tylko takiej prawdziwej dziurze, w jej środku i do wszystkiego trzeba podnosić głowę. Zadzierać nosa znaczy się.



Każda ławka w parku posiada dedykację. Znalazłam takie również poza centrum.





Sprawca podróży. Jest to jeden z 3 autobusów które można wybrać. Każdy oferuje inną trasę. Na miejscu żywy przewodnik z poczuciem humoru a nie tam jakiś automat czytający wikipedię.



W tle zamek. I to w koło niego była nasz trasa. Podobno niedokończony, budowany od jakiś tam set lat. A ja myślałam, że tak to tylko autostrady w Polsce się buduje.



Wejście do budynku. Na jednej z głównych ulic. Co więcej blisko znajdują się prywatne ogrody. W CENTRUM miasta. Widział coś gdzieś ktoś takiego w trójmieście lub innej mniejszej lub większej mieścinie? Dosłownie 5 kroków od dworca.





Uwielbiam. No po prostu uwielbiam mężczyzn w Kiltach. Choć Własny Osobisty powiedział, że nigdy w życiu by nie założył. A szkoda....



Zderzenie dwóch światów. Stare i nowe w jednym otoczeniu. W wielu miejscach często da się to zauważyć. Za każdym razem robi to na mnie ogromne wrażenie.


 Kolejna część Edinburgha nastąpi niebawem:):)


środa, 5 września 2012

Most


Most

Sobota popołudnie. Odpoczywamy po obiedzie. Dzwonek do drzwi.
Już wiedzę ten uśmiech pod nosem mojego Własnego Osobistego. Coś zaplanował i nawet się nie zdradził.
Witamy się z kolegą Osobistego z pracy. Wpadł nas porwać na wycieczkę. I to nie byle jaką.

ON wie, że ja uwielbiam wszystkie możliwe konstrukcje budowlane. I jedną z takich w naszym sąsiedztwie jest Forth Rail Bridge. Most kolejowy który przebiega nad zatoką Firth of Forth. Niestety zabrakło mi odpowiedniego obiektywu, by zrobić zdjęcie w całości, ale musicie mi uwierzyć. Robi niesamowite wrażenie.

W zasadzie w necie można znaleźć mnóstwo informacji na jego temat, więc nie będę zanudzać technicznymi nowinami. Za to, to na co ja w jego historii zwróciłam uwagę, że jest on malowany od zawsze. Pomalowanie 2,5 km długości i ogromnej ilości metrów kwadratowych powierzchni zajmuje ok 10 lat. Zastanawiałam się ile m3 farby jest na to potrzebne.

Codziennie po tym moście przejeżdża ok 200 pociągów. I żałuję, że gdy ja tamtędy jechałam to nie miałam aparatu. Pogoda była idealna a widok, genialny.
Komuś, kto całe życie mieszka nad zatoką plener z wodą i stocznią w tle powinien się znudzić. Zwłaszcza, że z okna swojego mieszkania w Gdyni oglądałam to codziennie.
Nic takiego. Kocham wodę i wszystko co się z nią wiążę i cieszy mnie przeogromnie fakt, że i tutaj wychylając się z okna widzę zatokę.
Zdecydowanie to jest mój żywioł…i wiatr. Wiatr też lubię. Zwłaszcza stojąc na otwartej przestrzeni pozwalając mu rozwiewać moje włosy…







Zdjęcie poniżej zostało zrobione na innej wycieczce, ale za to w tle widać obydwa mosty:)


Obok Forth Rail Bridge, jest też drugi. Dla transportu drogowego. Z plotek zasłyszanych, jest już dość stary i tubylcy nie bardzo lubią się po nim poruszać. W okolicy już kiedyś zdarzyła się katastrofa, gdzie pod pociągiem most zawalił się, pozbawiając życia wielu osób. 
W związku z tym, budowany jest już kolejny. Tak, by połączenie kołowe miało nową alternatywę, a ja za dwa lata będę miała nowy obiekt westchnień:)

Most dla ruchu kołowego




 Następna sesja zdjęciowa w nocy!!:)

A jeśli już przy nocnych pejzażach jestem, to zagadka:)
Gdzie te zdjęcia zostały zrobione? Kraj pochodzenia: Polska

1.


2.





 I jeszcze ciekawostka nr dwa:) Mój ukochany widok z okna: